8 grudnia 2014

We all cry differently. 4/4 end

☼Scenariusz nr.7 ~
☼Tytuł: "Wszyscy płaczemy inaczej" Część ; 4/4 end. 
☼Dla: Kotomi 
☼Kto występuje: Ty, Jungkook i inni. 
☼Gatunek: Angst 
☼Ostrzeżenia: Kleenex Warning (znaczenie w słowniczku)
☼No i wracam jak obiecałam z już ostatnią częścią tego opowiadania. Szczerzę powinnam już to dawno skończyć bo przecież mam jeszcze inne zamówienia. Może i to fakt, ale nie potrafię, pisać wielu rzeczy na raz. Muszę się wczuć w to co piszę, aby nie zgubić wątku.
Mam nadzieję, że opowiadanie to podobało się Kotomi, i wam - czyli reszcie moich kochanych czytelników. Możecie spodziewać się, że będzie tutaj świąteczna atmosfera i zarazem świąteczne fanficki c: Zapomniałam jeszcze powiedzieć, że 2 dni temu minął aż miesiąc od wstawienia mojego pierwszego scenariusza z czego bardzo się cieszę. Miłego czytania i do zobaczenia wkrótce!~☻

***
Siedziałaś jeszcze tak przez chwile. Mimo, że powiedziałaś sobie, że będzie dobrze, dalej pojedyncze łzy ciekły po twoich policzkach. Niespodziewanie wparowała osoba, której się nie spodziewałaś. Winowajca twoich łez-Jeon Jeongguk. Tak się nazywał. Jungkook to tylko jego przezwisko. Spojrzałaś się na niego pustym wzrokiem, a on wyglądał na trochę zakłopotanego i smutnego. To trwało tylko chwile. Jego paskudny charakterek wrócił.
-Czemu płaczesz, idiotko? -zapytał jak zwykle z ironią w głosie.
Nie odpowiedziałaś, nie miałaś siły z nim gadać. Znów ten stan. Stan zakochania. Tak bardzo tego nienawidziłaś. Gardziłaś nim, ale jednocześnie Cię trochę intrygował. Dlaczego? Czemu dla Ciebie taki jest. Dlaczego pokazuje Ci swój ohydny charakter i męczy się z Tobą? Możliwe, że jest zwyczajnym sadystą. Lubi jak jego ofiary cierpią. Widocznie twój ból sprawia mu niepohamowaną radość. Radość...z czyjejś krzywdy. To chore...
Wpatrywałaś się dalej w pusty punkt. Nie chciałaś na niego patrzeć. A może on takim człowiekiem w istocie nie jest? Może po prostu też ma problemy i musi wyładować swoją złość na kimś? A jeśli jest tak naprawdę dobrym chłopakiem tylko nie radzi sobie ze swoim charakterkiem? Miałaś dużo wersji w swojej głowie. Chciałaś aby taki nie był. Aby Cię tak nie krzywdził, by okazał się inny niż wszyscy.
Nadal czułaś jego wzrok na sobie. Jakby chciał Cie nim przewiercić. Dalej nie odwracając wzroku, wzięłaś głęboki wdech i postanowiłaś coś powiedzieć.
-Jesteś sadystą? - zapytałaś cicho. To pytanie wprowadziło chłopaka w zakłopotanie. Nie wiedział co odpowiedzieć. Tym razem chciałaś z nim mieć kontakt wzrokowy. Spojrzałaś się na niego i ponownie zapytałaś.
~Czy powinienem odpuścić?~
-Zapytam Cię jeszcze raz. Jesteś sadystą i bawi cię krzywda innych? - Chwila ciszy. Odwróciłaś ponownie wzrok i wpatrywałaś się w pusty korytarz. Tak jak sądziłaś. Chłopak nie miał zamiaru odpowiadać.
-Jeśli nie chcesz odpowiedzieć to zniknij z mojego życia. Raz na zawsze. - To co powiedziałaś chłopaka najwyraźniej spiorunowało. Ukradkiem spojrzałaś się na niego. Jego głowa opadała w dół. Chyba wpatrywał się w czubki swoich butów. Dlaczego nie odszedł? Nagle poczułaś jak ławeczka na której siedziałaś ugina się bardziej niż pod ciężarem jednej osoby. Nie musiałaś się odwracać. Wiedziałaś, że to on.
-Dlaczego nadal tu jesteś? Mówiłam Ci, że masz odejść. Nie chcę przez Ciebie cierpieć. - powiedziałaś ostro.
-Nie odejdę dopóki nie pójdziesz ze mną na próbę...-szepnął.
-To sobie poczekasz bo nie mam zamiaru tam wracać dzisiaj. -powiedziałaś mocno wkurzona. Nagle się tym przejął, czy może znów ma jakiś plan?
-To poczekam. -powiedział rozsiadając się wygodnie.
~No niech go szlag trafi. Nagle się stał taki troskliwy. Czy ty nie rozumiesz Jungkook, że samym swoim towarzystwem sprawiasz mi ból? Wszystko w tobie sprawia mi ból.~
-______.... - wypowiedział twoje imię, a ciebie przeszedł dreszcz. Teraz miał taki kojący głos. Tak miły...ale czy coś mogło się w nim nagle zmienić?
-_____,tak? Czyżbyś znał moje imię? Bo o ile pamiętam to zawsze zwracałeś się do mnie; idiotko lub głupia. Czy coś się stało, że tak diametralnie zmieniłeś swój sposób wypowiedzi? - chłopak już nie przypominał tego "idiotę" który za wszelką cenę próbował Cię w sobie rozkochać. Twój zapał też znikł. Nie mogłaś kontynuować swojego planu bo zawiodłaś. Jak zawsze ślepo się zakochałaś, nawet nie spostrzegając kiedy.
-Znam twoje imię już od bardzo dawna. Praktycznie od zawsze. -powiedział cicho.
-Jak to? Czy ja o czymś nie wiem? - Było to podejrzane. Znałaś go krótko, a on Ci mówi, że zna twoje imię od zawsze. Co on jakiś jasnowidz?
-Przepraszam. Nie chcę się już w to bawić. - powiedział smutno.
-W co bawić? W rozkochaniu mnie w tobie? Cieszę się... jeśli jest ci naprawdę smutno i przykro z tego powodu to możesz odejść. Tak będzie najlepiej. - zacisnęłaś swoje powieki.
~Jest całkiem inny. Chyba jestem jakaś dziwna, a może jestem masochistką? Chciałabym go poznać bliżej, ale to będzie chyba niemożliwe.~
Wstał i jeszcze się popatrzył na miejsce na którym siedział jeszcze chwile temu.
-Przepraszam jeszcze raz za to, że Cię skrzywdziłem. Nie sądziłem, że jednak odwzajemnisz moje uczucia...- powiedział i odszedł. Na dworze zrobiło się już całkiem ciemno. Powoli wędrowałaś chodnikiem który prowadził do twojego domu. Myślałaś chwile nad ostatnim zdaniem które powiedział do Ciebie chłopak.
-"Przepraszam jeszcze raz za to, że Cię skrzywdziłem. Nie sądziłem, że jednak odwzajemnisz moje uczucia.." Chwila...odwzajemnisz moje uczucia? Co? Skąd on o tym wie, i...czy on coś do mnie czuje? - miałaś mętlik w głowie. Poczułaś na swojej twarzy mocny podmuch wiatru.
~Witaj nasza koleżanko. Przyszedł czas zapłaty~
-Brr, jak zimno.
Znów poczułaś jakby ktoś Cię śledził. To byli oni. Ta sama banda.
-Dawno się nie widzieliśmy co, koleżanko? -zapytał chłopak który był według ciebie liderem. Nie mogąc powstrzymać strachu bezmyślnie wykręciłaś numer do Jung'a.
~Ah, przecież on nie odbierze, sam mi tak powiedział...Zresztą nie ma powodu. aby tu przybiec bo znów wpakowałam się w tarapaty.~
[krótka retrospekcja]
Jeszcze chwile przed rozpoczęciem pierwszej próby pani rozkazała wam abyście się wymienili swoimi numerami telefonu. Sama napisała swój na tablicy, aby każdy kto będzie miał jakieś wątpliwości, mógł do niej zadzwonić. Po 5 minutach, wymieniłaś się swoim numerem prawie z każdym. Nie miałaś tylko numeru Jungkooka. Chłopak podszedł do ciebie ukradkiem i wyrwał twój telefon z ręki. Ty zdezorientowana, tylko przyglądałaś się jak coś na nim robić. Zobaczyłaś obraz lekkiego uśmiechu, w  wykonaniu nastolatka. Zrobiło Ci się tak miło na sercu. Czemu on zawsze taki nie był? Nadal udając miłego przed innymi oddał ci telefon i powiedział :
-Proszę, to mój numer. Zapisałem go w twoich kontaktach. - powiedział ciepło, lecz gdy omijał Cię syknął złośliwie:
-Nie dzwoń do mnie, i tak nie odbiorę od takiej idiotki jak ty.
[koniec retrospekcji]
 A jednak odebrał, lecz ty już nie zwróciłaś na to uwagi. Mocno trzymałaś telefon, ze strachu bowiem twoje ręce się pociły.
-Halo? Kto mówi? -zapytał Jungkook lecz nie dostał odpowiedzi. Wsłuchiwał się w to co działo się po drugiej stronie tego połączenia.
-Koleżanko, czy wiesz, że czas na naszą zapłatę, prawda? Oczekiwałaś nas niecierpliwie? Ostatnio nam uciekłaś. Pamiętasz, jesteśmy teraz w tym samym miejscu co ostatnio. Ach te wspomnienia. Ale wiesz, teraz to już nikt Ci nie pomoże. - Tak się przestraszyłaś, że nie myślałaś już trzeźwo. Upuściłaś telefon i szybko zaczęłaś biec przed siebie. Natomiast chłopak zrobił to samo. Słysząc to wszystko ruszył w to miejsce gdzie pierwszy raz się spotkaliście.
~Muszę ją uratować~
-Znowu oni, jeśli nie przybiegnę na czas to może jej się coś stać! Weź się w garść Jungkook! -powiedział sam do siebie biegnąc ile sił  w nogach.
Ty sama zaś skręciłaś w lewo. Ślepy zaułek. Twoi oprawcy już przybiegli za tobą. Nie miałaś się gdzie schować. Powoli odsuwałaś się do jak najdalszego zakątka.
-Tu jesteś! Już myśleliśmy, że znów nam uciekłaś. Wiesz, że niestety musisz być ukarana? - zaczęli się śmiać, ale lider był poważny. Wyciągnął spluwę. Rozszerzyłaś oczy to możliwości granic.
~C-chcą mnie zabić. Może nie będzie tak  źle, spotkam się z moją mamą.~ 
-No dziewczynko, musimy się pożegnać. Będziesz tam gdzie twoja kochana mamusia. Nie musisz się o nic martwić, to będzie krótka i bezbolesna śmierć, chociaż nie... może trochę poboleć. Ale wytrzymasz, prawda? - Mężczyzna wyciągnął w twoją stronę pistolet. Zakryłaś oczy dłońmi. Usłyszałaś głuchy strzał i krzyki.
-Co jest... chłopaki zmywamy się, jazda!
~Dlaczego mnie nic nie boli? Dlaczego nadal żyję?~
Otworzyłaś powoli oczy. Bandytów już nie było, lecz w oddali mogłaś zauważyć jak jakaś postać leży w kałuży. Przybliżyłaś się. W kałuży krwi czerwonej jak wino leżał Jungkook.
-Jak to? Jungkook! - opadłaś lekko na ziemię obok jego postaci. Chłopak trzymał swoją rękę na klatce piersiowej. Delikatnie ją odsunęłaś. Zamarłaś. Była to rana od postrzału. Czyli to on Cię obronił...
-Dlaczego ty...-chciałaś zapytać lecz nastolatek przerwał Ci.
-Zadzwoniłaś do mnie, jak mogłem Ci nie pomóc? - przypomniałaś sobie nagle, że przed incydentem do niego zadzwoniłaś. Myślałaś, że nie odebrał...
-Dlaczego się naraziłeś? Muszę zadzwonić na pogotowie. - chciałaś wyciągnąć telefon lecz zorientowałaś się,że go nie masz. Niestety, upuściłaś go gdy zaczęłaś uciekać.
-Daj mi swój telefon, Jeon. - kiwał przecząco głową.
-To nie ma sensu, _____ i tak umrę. - uśmiechnął się blado. Obraz przed tobą zaczął się rozmazywać, łzy napłynęły Ci do oczu.
-Daj mi ten Telefon! -Krzyknęłaś błagalnie.
-Wiesz, _____. Miło jest poświęcić się dla... dla... osoby, którą się k-k-kocha... Nie sprawia mi to wielkiego b-bólu, .... więc się nie martw. Nie przeżyję tego, ale cieszę się, że... mogłem Cię poznać. Doświadczyłem czegoś, czego nigdy nie czu-łem. Chciałem tylko sprawdzić czy ty jako jedyna się we mnie nie....zakochasz. Usłyszałem twój monolog, wtedy gdy... rozmawiałaś ze swoją mamą. Przykro mi z tego powodu.-powiedział ostatkiem sił.
~Znów umiera osoba na której mi zależało~
-Nie mów już nic, muszę iść po pomoc! - szlochałaś.
Chłopak złapał Cię za nadgarstek.
-Proszę... nie zostawiaj mnie. Nie chcę umrzeć w samotności.
-Ale ty nie umrzesz, nie proszę cię. Nie chcę by kolejna ważna osoba opuściła mnie... Błagam. - Chłopak tylko pusto popatrzył się na Ciebie.
-Jesteś piękna, mądra i silna. Dasz sobie radę. Nie miałabyś życia z takim jak ja. Mam jedyną p-prośbę. Czy mogę poczuć smak twoich ust, Julio? - zapytał już tracąc kolejne dawki krwi.
-Dobrze, mój Romeo. -powiedziałaś i złożyłaś delikatny pocałunek na malinowych ustach twojego ukochanego. Jungkook ostatni raz obdarzył Cię wykrzywionym uśmiechem i odszedł zostawiając Cię samą na tym świecie...
***
Ktoś usłyszał strzały i zawiadomił policje. Znaleźli Cię i chłopaka. Widząc twój stan już nie chcieli Cię przesłuchiwać. Ciało Jungkooka zostało włożone do czarnego worka i przewiezione do prosektorium, a ty zostałaś przewieziona do swojego domu. 
Policjanci wypakowali Cię i powiedzieli, że jutro gdy się uspokoisz przyjadą zebrać zeznania. 
Powoli weszłaś do domu, w którym przeżyłaś kolejny szok. Wszystkie meble były porozwalane. Był całkowity bałagan. 
-Ciociu Choi, halo! Gdzie jesteś!? - zapytałaś głucho. Weszłaś po schodach do jej pokoju. Kobieta siedziała na krześle, a w jej serce był wbity sztylet. Opadłaś z sił. Wszyscy którzy byli dla Ciebie ważni, nie żyją. Co masz robić na tym świecie sama? Pobiegłaś szybko do swojego pokoju. Otwarłaś szafkę pod biurkiem. Wyjęłaś mały flakonik w którym znajdowała się czerwona, gęsta ciecz. Była to trucizna. Kupiłaś ją po śmierci swojej mamy. Miałaś myśli samobójcze, takie jak teraz. Szybko wzięłaś duży łyk napoju. Powoli osuwałaś się na ziemię.
-Czuję się jak na przedstawieniu. Tam też miałam umrzeć, ale na niby. Mój Romeo odszedł, więc i ja muszę...
Nagle obraz przed twoimi oczami poczerniał, a twój duch odszedł z tego świata.

~Hiroe

6 komentarzy:

  1. Dzień dobry, unnie.
    Obiecałam sobie, że nie będę płakać ale głupia ryczę teraz jak dziecko. :') to było cudowne. Kookie ją pocałował... I później go zamordowałaś.. a chwile po tym zabiłaś cocie Choi.. Nie masz serca.
    Przepraszam, że nie zostawiłam komentarza pod tamtym rozdziałem ale nie miałam czasu i moje chujowe wifi mi to uniemożliwiło. Mam nadzieje, że mi wybaczysz.
    Oh, nie potrafię w takim stanie napisać coś sensowngo.
    Cholernie dziękuję za opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Poryczałam się. Czekam na kolejne scenariusze.
    Weny~!

    OdpowiedzUsuń
  3. Znowu przez Ciebie płacze <3 Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie, to już serio koniec? ;O
    Prawie się popłakałam na samym końcu, ostatnio często się rozklejam, czytając coś XD
    Czekam na następne, weny :3

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja nie płakałam bo ostatnio wylewam za dużo łez :c
    Ale i tak bardzo mi się podobało i życzę weny moje kochanie <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże.. Podziwiam cię za to, że stworzyłaś coś takiego. Piękne i takie smutne. Łzy mi lecą jak oszalałe. :c Weny..

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy