Scenariusz z J-Hope dla kochanej Ady. Reaktywacjo bloga, nadchodzę! ヽ(;▽;)ノ
▸Scenariusz nr.14
▸Tytuł: "Niepewność"
▸Gatunek: Angst/fluff (?)
▸Ilość słów: 1731
▸Nie wiem w sumie czy zrobić z tego one shot czy rozdziałowiec. Miał być angst, ale nie jest. Jeśli będzie następna to zrobi się smutno, obiecuję.
_____ - tu wpisz swoje imię.
~*~*~*~*~
"Finally...Forever"
Wszyscy mówią, że to przez deszcz. I może to w pewnym sensie prawda.
Rankiem budzę się i słyszę głośne stukanie kropel deszczu o szybę. Po oknie spływała strumyczkami woda. Lało tak, że uniemożliwiało to wygląd na zewnątrz. U nas w mieście wystarczy, że trochę popada a ja już mam ochotę by zostać w domu, wraz z rodziną.
Na szczęście – lub nie – nasza szkoła jest w remoncie i dzisiaj jest pierwszy dzień mojego wolnego tygodnia od szkoły. Mój młodszy braciszek także został, bo ostatnio w jego szkole wybuchł pożar, a moja mama – chociaż jest twarda – to nie pozwoliła mu do niej wrócić.
Teraz słyszę jak wiwatuje w kuchni i wydaje okrzyki radości.
– Mamo, chodź – woła ją, ciągnąc lekko za skrawek koszulki od spania.
Tata uśmiecha się wesoło, popijając poranną, ciemną kawę. Lubi tylko mocną, bo twierdzi, ze słaba jest dla mięczaków. Obok leży popielniczka z kilkoma niedopałkami. Mówił mi, że palenie to taka jego ucieczka od rzeczywistości. Ja to potępiam, bo wiem, że szkodzi, lecz on – niestety – nigdy mnie nie posłuchał. Mimo wszystko lubię jego zapach. Jest taki dymny i lekko słodkawy – przypomina mi to nasze wspólne święta, obok kominka.
Usiadłam obok niego i oparłam łokciem o ciemnobrązowy blat. Tata upił łyka napoju i spojrzał na mnie z iskierką w oczach.
– No co tam, młoda? – zapytał cicho chichocząc.
– A o co Ci znów chodzi, tato? – ironizowałam.
– Widzisz, nie mogę odezwać się do własnej córki – zwrócił się do swojej żony, która była odwrócona do nas tyłem. Wokoło stołu biegał Eric, co jakiś czas trącając mnie o ramie. Nie zwracałam na to uwagi. Mama odwraca się do nas, trzymając w dłoni kubek.
– Stwierdzam, że to zwykła niesprawiedliwość – zaczęła.
– Oj, kochanie. Jeśli ____ nie chce się do mnie odzywać to nie... – nie dokończył.
– Nie o to chodzi – odburknęła.
Odłożyła naczynie na blat kuchenny i sięgnęła po telefon, który znajdował się nieco dalej zlewu. Po paru minutach odłożyła słuchawkę.
– Zrobić wam śniadanie? – zapytała.
Wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem. Mama uśmiechnęła się wesoło i otwarła szafkę, znajdującą się nad zlewem. Tato zerwał się szybko, a jego krzesło opadło na ziemie. Przestraszyłam się tego huku.
– Ty chyba nie masz zamiaru... – jęknął boleśnie. Złapałam się za skronie.
Przypomniałam sobie, jak kiedyś – gdy Eric był jeszcze w pieluszkach – mama chciała nam przygotować wyśmienite danie z wołowiny, znane powszechnie jako bulgogi. Nawet nie chcę tego pamiętać. Mieszkaliśmy wtedy w innym domu, bo dopiero parę lat temu przeprowadziliśmy się do Seulu. Spaliła pół chaty, bo poszła porozmawiać z sąsiadką... Od tego czasu obowiązek kucharza przejął mój ukochany ojciec.
– A co to takiego? – zapytała zdziwiona. Podkreślę, że umie zrobić kawę, owsiankę i kakao. To o dziwo wychodzi jej wyśmienicie.
Tata podszedł do niej i delikatnie objął w pasie. Zaczął szeptać coś do ucha, a mama tylko się zaśmiała.
– No dobra, dobra. Oddaję pałeczkę tacie – zrobiła minę zbitego psa. – Ale następnym razem strzeżcie się moi drodzy! – zaśmiała się niczym pani z filmu grozy. Spoglądnęłam na nią. Nadal wydawała się być młodą, nieokrzesaną panienką. Mimo wszystko jest moją i Erica opiekunką, sprawuje się dobrze. Wychowała nas na – chyba – porządne dzieci. Eric jest jeszcze młody, ale ja jako siedemnastolatka muszę dobrze prezentować naszą rodzinę.
Mama usiadła leniwie na krzesełku i zaczęła czytać gazetę, tatuś rozpoczął gotowanie, a Eric nadal kręcił się pod nogami, lecz po chwili zniknął. Niespodziewanie rozgrzmiały pierwsze głuche dźwięki, które drażniły moje uszy. Perkusja taty.
– Ja z nim zwariuje – prychnęłam głośno chowając twarz w dłoniach.
– Zobaczysz jak dorośnie. Będzie taki jak ty – powiedziała mama lekko się uśmiechając.
Po jakimś czasie tata wrócił do nas z pysznościami, więc i Eric zbawiony zapachem z kuchni wrócił do nas.
– Może byśmy wyjechali dziś skoro nie macie szkoły, ani mama pracy – proponuje. – Może do Incheon?
– Moglibyśmy wstąpić od razu do Seulbi i Woohyuna. Ucieszyliby się. A potem do babci na obiad – skwitowała mama.
– Tak! Tak! - krzyknął Eric. Babcia słynęła z najlepszego kimchi w okolicy.
– Wchodzę w to – powiedziałam.
– Moja ukochana ____ – ryknął tato, klepiąc mnie po ramieniu. - O! Zobacz. To twój kolega – uniósł jedną brew i schował wzrok w papier.
– Kto? – zdziwiłam się nieznacznie. – Hoseok? – wyrwałam mu gazetę z rąk. – Gdzie?
– No tutaj, patrz. – wskazał chudym palcem na zdjęcie. – Wygląda na to, że znów wygrał konkurs – uśmiechnął się. – Zaczynam być dumny z tego chłopaka.
Szybko prześledziłam wzrokiem tekst. Moje kąciki ust z każdą chwilą coraz bardziej się podnosiły.
– Wiedziałam, że mu się uda – odłożyłam gazetę na stół, wpatrując się w zdjęcie młodego chłopaka.
Jung. Hoseok. Jung Hoseok. Mój przyjaciel, znaczy... nie udało nam się z przyjaźnią. W szkole nie jestem aż tak popularna. Lubią mnie, mam znajomych i przyjaciół. Raczej nie jestem odludkiem. Jung też. W sumie to najbardziej znany facet w szkole. Nie sądziłam, że on się mną zainteresuje. To było rok temu, gdy pierwszy raz zauważyłam, że obserwuje mnie, gdy tańczę. Wtedy myślałam, że jestem jego ofiarą w żartach, ale myliłam się.
Pewnego dnia zagadał do mnie, czy nie chciałabym z nim potrenować.
– W-widziałeś mnie? – zapytałam zbita z tropu.
– Nie trudną zauważyć Ciebie, gdy prawie zawsze tam przesiadujesz. Też bym chciał potrenować – wyszczerzył się. Zauważyłam, że jego zęby są śnieżnobiałe. Lekko się zarumieniłam.
– Aish – syknęłam cicho.
– Coś mówiłaś? – spytał, opierając się jedną dłonią o metalowe drzwiczki szafki.
– Nie, nie – pokręciłam głową i roześmiałam się.
– To co?
Musiałam się chwilę zastanowić czy nie popełnię błędu. Nie lubiłam się chwalić moimi umiejętnościami, a w duetach nie tańczę. Rzadko kiedy też realizuje się w nim. Jednak moją największą pasją jest granie na gitarze. Jung dowiedział się o tym dopiero po miesiącu naszej znajomości.
Oparłam się o ściankę i przypatrzyłam się mu. Był przystojny. Bardzo.
– Okej – odparłam. W tej chwili podszedł do nas kumpel chłopaka i zawiesił mu ramię na szyi.
– Sory maleńka, ale zabieram Ci Twojego księcia – prychnął. Miał na imię Yoongi. Nigdy go nie lubiłam i chyba nie zanosi się by to się zmieniło.
– No to...cześć. Widzimy się jutro – powiedział na odchodnę.
– Cześć – odpowiedziałam. Gdy odeszli, pojawiła się obok mnie moja przyjaciółka Eun-Bi.
– Co od Ciebie chciał? - zapytała podejrzliwie. Odgarnęła swoje włosy i szturchnęła mnie w ramię. – Ej! Mówi się do Ciebie.
– Zaprosił mnie do wspólnego treningu.
– No co ty – nie dowierzała. Przez resztę dnia rozmawiałyśmy o tym, czy czasami nie robi mi durnego kawału. By to sprawdzić oczywiście poszłam na spotkanie. Był tam. Czekał na mnie. Na początku myślałam, że nic z tego, ale po pierwszych ruchach wydawało się, że nasze ciała są idealnie zsynchronizowane.
Po tygodniach spędzonych razem, zaczęliśmy się do siebie zbliżać. To był trochę dla mnie problem. On był wyluzowanym dzieciakiem, a ja trochę poważną dziewczyną. Miałam w sobie nutkę szaleństwa, ale nie ukazywałam jej często.
Miesiące mijały jak szalone, aby byliśmy coraz bardziej zżyci z sobą. On odciął się od swoich kolegów, a ja od moich towarzyszek. Swój czas poświęcałam na spotkania z nim. W swoim towarzystwie czuliśmy się bardzo dobrze.
Niestety, nasza przyjaźń nie wytrzymała. Kontakt się powoli urywał. Nie spotykaliśmy się już tak często. Pewnego dnia wpadł do mnie do domu. Moja mama uchyliła mu drzwi. Tato akurat zajmował się Erickiem.
– Dzień Dobry, jest może ____? – usłyszałam. Szybciutko pobiegłam na dół.
– Tak jest. Widzisz, już przyleciała. – spojrzała się na mnie. – Mogłabyś nie podsłuchiwać.
– Nie podsłuchiwałam, mamo – szepnęłam zawstydzona. – Chodź Hoseok.
Chłopak wszedł do salonu i usiadł na miękkiej, złocistej kanapie.
– Zgadnij kto ma bilety na koncert Sungha Junga? – zwrócił się do mnie. Wiedziałam, że ma w oczach błysk.
– No kto? Bo chyba nie ty – zaśmiałam się.
– Ja – wypiął dumnie pierś.
– No co ty? Serio mówisz? – rozszerzyłam oczy jak jakiś niedowiarek.
Hoseok wyciągnął z kieszeni bluzy dwa bilety. Zaczął machać nimi przed moimi oczami.
– Skąd?
– Moi rodzice mieli iść, ale nie mogą. Pójdziemy razem? – złożył nietypową propozycje.
– Pewnie! – odkrzyknęłam skacząc wesoło. – Znaczy...tak, jak najbardziej – uspokoiłam się nieco. Sungha Jung był moim ulubionym gitarzystą i zawsze marzyłam by pójść na jego koncert. Jung wiedział. Ta propozycja wydała mi się trochę dziwna.
Parę dni później odbywał się właśnie ten koncert. Umówiliśmy się, że on wpadnie po mnie i razem pojedziemy do sąsiedniego miasta. Byłam trochę zdenerwowana, bo odebrałam to zaproszenie jako "randka". Nie, nie. To raczej randka nie będzie. W takim razie co? Przyjacielska posługa? Akt miłosierdzia? To nie w jego stylu.
Westchnęłam ciężko, stojąc przy szafie z ubraniami. Przebrałam się już chyba siedem raz. Weszła mama.
–____, to tylko chłopak – powiedziała, wsuwając głowę między drzwi a futrynę.
–Wiem, ale nie chcę wyjść na idiotkę. Mam się ubrać na koncert, czy na randkę? Czy on w ogóle zwróci uwagę na to? Może mam się ubrać zwyczajnie jakby nie była to r a n d k a?! - rzuciłam rozdygotana.
– Ubierz się w to, w czym czujesz się wygodnie – powiedziała i wyszła.
Musiałam wziąć się w garść. Spojrzałam na zegarek wiszący obok lustra. Zostało jeszcze pół godziny do przyjazdu Junga.
Wyszło jak zwykle. Zwyczajna czarna sukienka, trampki na podwójnej podeszwie i cienki, kremowy sweterek. Mój znak rozpoznawczy.
Hoseok zjawił się punkt dziewiętnasta. Ubrany w ładną białą koszulę, marynarkę i jeansy. Jego nogi zdobiły zamszowe creepersy. Wyglądał elegancko, co nawet wzbudziło zachwyt u taty.
– Oznajmiam, że Cię lubię, ale macie być ostrożni. I ostrzegam, jeśli ____ nie wróci w dobrym stanie to...
– Tato, spokojnie.
– Okej – westchnął. – Idźcie już.
– Miłej zabawy – pomachała nam mama. – Nie szalejcie za bardzo!
– Masz fajnych rodziców – skwitował.
– Wiem – powiedziałam.
Koncert był świetny. Naprawdę. Nie spodziewałam się takiej miłej atmosfery. Często zerkałam na Hoseoka by sprawdzić czy się nie nudzi – on wolał bardziej żywe kawałki. Ku mojemu zdziwieniu, muzyka ta pochłonęła go.
Później mając jeszcze czas, poszliśmy na lody. Spacerowaliśmy obok rzeki Han. Postanowiłam zapytać się go.
– Skłamałeś z tymi biletami, prawda? – zatrzymał się i spojrzał mi prosto w oczy. Przekrzywił głowę i pokręcił.
– Pracowałem by je kupić.
– Dlaczego? – zapytałam. – Dlaczego ja?
– Jesteś inna. Nie wiedziałem, że można być tak pochłoniętym w pasji. Zaintrygowałaś mnie.
– To znaczy, że jestem typowym "królikiem doświadczalnym", tak? – zażartowałam gorzko.
– Nie – spuściłam wzrok. Czułam jak się wpatruje i wiedziałam, że jak uniosę głowę to spróbuje mnie pocałować. Nie wiem dlaczego, ale jakby podświadomie czekałam na ten moment.
Tak to się zaczęło.
– No co tam, młoda? – zapytał cicho chichocząc.
– A o co Ci znów chodzi, tato? – ironizowałam.
– Widzisz, nie mogę odezwać się do własnej córki – zwrócił się do swojej żony, która była odwrócona do nas tyłem. Wokoło stołu biegał Eric, co jakiś czas trącając mnie o ramie. Nie zwracałam na to uwagi. Mama odwraca się do nas, trzymając w dłoni kubek.
– Stwierdzam, że to zwykła niesprawiedliwość – zaczęła.
– Oj, kochanie. Jeśli ____ nie chce się do mnie odzywać to nie... – nie dokończył.
– Nie o to chodzi – odburknęła.
Odłożyła naczynie na blat kuchenny i sięgnęła po telefon, który znajdował się nieco dalej zlewu. Po paru minutach odłożyła słuchawkę.
– Zrobić wam śniadanie? – zapytała.
Wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem. Mama uśmiechnęła się wesoło i otwarła szafkę, znajdującą się nad zlewem. Tato zerwał się szybko, a jego krzesło opadło na ziemie. Przestraszyłam się tego huku.
– Ty chyba nie masz zamiaru... – jęknął boleśnie. Złapałam się za skronie.
Przypomniałam sobie, jak kiedyś – gdy Eric był jeszcze w pieluszkach – mama chciała nam przygotować wyśmienite danie z wołowiny, znane powszechnie jako bulgogi. Nawet nie chcę tego pamiętać. Mieszkaliśmy wtedy w innym domu, bo dopiero parę lat temu przeprowadziliśmy się do Seulu. Spaliła pół chaty, bo poszła porozmawiać z sąsiadką... Od tego czasu obowiązek kucharza przejął mój ukochany ojciec.
– A co to takiego? – zapytała zdziwiona. Podkreślę, że umie zrobić kawę, owsiankę i kakao. To o dziwo wychodzi jej wyśmienicie.
Tata podszedł do niej i delikatnie objął w pasie. Zaczął szeptać coś do ucha, a mama tylko się zaśmiała.
– No dobra, dobra. Oddaję pałeczkę tacie – zrobiła minę zbitego psa. – Ale następnym razem strzeżcie się moi drodzy! – zaśmiała się niczym pani z filmu grozy. Spoglądnęłam na nią. Nadal wydawała się być młodą, nieokrzesaną panienką. Mimo wszystko jest moją i Erica opiekunką, sprawuje się dobrze. Wychowała nas na – chyba – porządne dzieci. Eric jest jeszcze młody, ale ja jako siedemnastolatka muszę dobrze prezentować naszą rodzinę.
Mama usiadła leniwie na krzesełku i zaczęła czytać gazetę, tatuś rozpoczął gotowanie, a Eric nadal kręcił się pod nogami, lecz po chwili zniknął. Niespodziewanie rozgrzmiały pierwsze głuche dźwięki, które drażniły moje uszy. Perkusja taty.
– Ja z nim zwariuje – prychnęłam głośno chowając twarz w dłoniach.
– Zobaczysz jak dorośnie. Będzie taki jak ty – powiedziała mama lekko się uśmiechając.
Po jakimś czasie tata wrócił do nas z pysznościami, więc i Eric zbawiony zapachem z kuchni wrócił do nas.
– Może byśmy wyjechali dziś skoro nie macie szkoły, ani mama pracy – proponuje. – Może do Incheon?
– Moglibyśmy wstąpić od razu do Seulbi i Woohyuna. Ucieszyliby się. A potem do babci na obiad – skwitowała mama.
– Tak! Tak! - krzyknął Eric. Babcia słynęła z najlepszego kimchi w okolicy.
– Wchodzę w to – powiedziałam.
– Moja ukochana ____ – ryknął tato, klepiąc mnie po ramieniu. - O! Zobacz. To twój kolega – uniósł jedną brew i schował wzrok w papier.
– Kto? – zdziwiłam się nieznacznie. – Hoseok? – wyrwałam mu gazetę z rąk. – Gdzie?
– No tutaj, patrz. – wskazał chudym palcem na zdjęcie. – Wygląda na to, że znów wygrał konkurs – uśmiechnął się. – Zaczynam być dumny z tego chłopaka.
Szybko prześledziłam wzrokiem tekst. Moje kąciki ust z każdą chwilą coraz bardziej się podnosiły.
– Wiedziałam, że mu się uda – odłożyłam gazetę na stół, wpatrując się w zdjęcie młodego chłopaka.
Jung. Hoseok. Jung Hoseok. Mój przyjaciel, znaczy... nie udało nam się z przyjaźnią. W szkole nie jestem aż tak popularna. Lubią mnie, mam znajomych i przyjaciół. Raczej nie jestem odludkiem. Jung też. W sumie to najbardziej znany facet w szkole. Nie sądziłam, że on się mną zainteresuje. To było rok temu, gdy pierwszy raz zauważyłam, że obserwuje mnie, gdy tańczę. Wtedy myślałam, że jestem jego ofiarą w żartach, ale myliłam się.
Pewnego dnia zagadał do mnie, czy nie chciałabym z nim potrenować.
– W-widziałeś mnie? – zapytałam zbita z tropu.
– Nie trudną zauważyć Ciebie, gdy prawie zawsze tam przesiadujesz. Też bym chciał potrenować – wyszczerzył się. Zauważyłam, że jego zęby są śnieżnobiałe. Lekko się zarumieniłam.
– Aish – syknęłam cicho.
– Coś mówiłaś? – spytał, opierając się jedną dłonią o metalowe drzwiczki szafki.
– Nie, nie – pokręciłam głową i roześmiałam się.
– To co?
Musiałam się chwilę zastanowić czy nie popełnię błędu. Nie lubiłam się chwalić moimi umiejętnościami, a w duetach nie tańczę. Rzadko kiedy też realizuje się w nim. Jednak moją największą pasją jest granie na gitarze. Jung dowiedział się o tym dopiero po miesiącu naszej znajomości.
Oparłam się o ściankę i przypatrzyłam się mu. Był przystojny. Bardzo.
– Okej – odparłam. W tej chwili podszedł do nas kumpel chłopaka i zawiesił mu ramię na szyi.
– Sory maleńka, ale zabieram Ci Twojego księcia – prychnął. Miał na imię Yoongi. Nigdy go nie lubiłam i chyba nie zanosi się by to się zmieniło.
– No to...cześć. Widzimy się jutro – powiedział na odchodnę.
– Cześć – odpowiedziałam. Gdy odeszli, pojawiła się obok mnie moja przyjaciółka Eun-Bi.
– Co od Ciebie chciał? - zapytała podejrzliwie. Odgarnęła swoje włosy i szturchnęła mnie w ramię. – Ej! Mówi się do Ciebie.
– Zaprosił mnie do wspólnego treningu.
– No co ty – nie dowierzała. Przez resztę dnia rozmawiałyśmy o tym, czy czasami nie robi mi durnego kawału. By to sprawdzić oczywiście poszłam na spotkanie. Był tam. Czekał na mnie. Na początku myślałam, że nic z tego, ale po pierwszych ruchach wydawało się, że nasze ciała są idealnie zsynchronizowane.
Po tygodniach spędzonych razem, zaczęliśmy się do siebie zbliżać. To był trochę dla mnie problem. On był wyluzowanym dzieciakiem, a ja trochę poważną dziewczyną. Miałam w sobie nutkę szaleństwa, ale nie ukazywałam jej często.
Miesiące mijały jak szalone, aby byliśmy coraz bardziej zżyci z sobą. On odciął się od swoich kolegów, a ja od moich towarzyszek. Swój czas poświęcałam na spotkania z nim. W swoim towarzystwie czuliśmy się bardzo dobrze.
Niestety, nasza przyjaźń nie wytrzymała. Kontakt się powoli urywał. Nie spotykaliśmy się już tak często. Pewnego dnia wpadł do mnie do domu. Moja mama uchyliła mu drzwi. Tato akurat zajmował się Erickiem.
– Dzień Dobry, jest może ____? – usłyszałam. Szybciutko pobiegłam na dół.
– Tak jest. Widzisz, już przyleciała. – spojrzała się na mnie. – Mogłabyś nie podsłuchiwać.
– Nie podsłuchiwałam, mamo – szepnęłam zawstydzona. – Chodź Hoseok.
Chłopak wszedł do salonu i usiadł na miękkiej, złocistej kanapie.
– Zgadnij kto ma bilety na koncert Sungha Junga? – zwrócił się do mnie. Wiedziałam, że ma w oczach błysk.
– No kto? Bo chyba nie ty – zaśmiałam się.
– Ja – wypiął dumnie pierś.
– No co ty? Serio mówisz? – rozszerzyłam oczy jak jakiś niedowiarek.
Hoseok wyciągnął z kieszeni bluzy dwa bilety. Zaczął machać nimi przed moimi oczami.
– Skąd?
– Moi rodzice mieli iść, ale nie mogą. Pójdziemy razem? – złożył nietypową propozycje.
– Pewnie! – odkrzyknęłam skacząc wesoło. – Znaczy...tak, jak najbardziej – uspokoiłam się nieco. Sungha Jung był moim ulubionym gitarzystą i zawsze marzyłam by pójść na jego koncert. Jung wiedział. Ta propozycja wydała mi się trochę dziwna.
Parę dni później odbywał się właśnie ten koncert. Umówiliśmy się, że on wpadnie po mnie i razem pojedziemy do sąsiedniego miasta. Byłam trochę zdenerwowana, bo odebrałam to zaproszenie jako "randka". Nie, nie. To raczej randka nie będzie. W takim razie co? Przyjacielska posługa? Akt miłosierdzia? To nie w jego stylu.
Westchnęłam ciężko, stojąc przy szafie z ubraniami. Przebrałam się już chyba siedem raz. Weszła mama.
–____, to tylko chłopak – powiedziała, wsuwając głowę między drzwi a futrynę.
–Wiem, ale nie chcę wyjść na idiotkę. Mam się ubrać na koncert, czy na randkę? Czy on w ogóle zwróci uwagę na to? Może mam się ubrać zwyczajnie jakby nie była to r a n d k a?! - rzuciłam rozdygotana.
– Ubierz się w to, w czym czujesz się wygodnie – powiedziała i wyszła.
Musiałam wziąć się w garść. Spojrzałam na zegarek wiszący obok lustra. Zostało jeszcze pół godziny do przyjazdu Junga.
Wyszło jak zwykle. Zwyczajna czarna sukienka, trampki na podwójnej podeszwie i cienki, kremowy sweterek. Mój znak rozpoznawczy.
Hoseok zjawił się punkt dziewiętnasta. Ubrany w ładną białą koszulę, marynarkę i jeansy. Jego nogi zdobiły zamszowe creepersy. Wyglądał elegancko, co nawet wzbudziło zachwyt u taty.
– Oznajmiam, że Cię lubię, ale macie być ostrożni. I ostrzegam, jeśli ____ nie wróci w dobrym stanie to...
– Tato, spokojnie.
– Okej – westchnął. – Idźcie już.
– Miłej zabawy – pomachała nam mama. – Nie szalejcie za bardzo!
– Masz fajnych rodziców – skwitował.
– Wiem – powiedziałam.
Koncert był świetny. Naprawdę. Nie spodziewałam się takiej miłej atmosfery. Często zerkałam na Hoseoka by sprawdzić czy się nie nudzi – on wolał bardziej żywe kawałki. Ku mojemu zdziwieniu, muzyka ta pochłonęła go.
Później mając jeszcze czas, poszliśmy na lody. Spacerowaliśmy obok rzeki Han. Postanowiłam zapytać się go.
– Skłamałeś z tymi biletami, prawda? – zatrzymał się i spojrzał mi prosto w oczy. Przekrzywił głowę i pokręcił.
– Pracowałem by je kupić.
– Dlaczego? – zapytałam. – Dlaczego ja?
– Jesteś inna. Nie wiedziałem, że można być tak pochłoniętym w pasji. Zaintrygowałaś mnie.
– To znaczy, że jestem typowym "królikiem doświadczalnym", tak? – zażartowałam gorzko.
– Nie – spuściłam wzrok. Czułam jak się wpatruje i wiedziałam, że jak uniosę głowę to spróbuje mnie pocałować. Nie wiem dlaczego, ale jakby podświadomie czekałam na ten moment.
Tak to się zaczęło.
